Adrian Furgalski, Wiceprezes Zarządu ZDG TOR

 

olską wciąż kieruje szał motoryzacji indywidualnej. Szczęśliwie, udział komunikacji publicznej w podróżach dziennych jest w większości miast wyższy od europejskiej średniej, wynoszącej 32 proc. Działania naruszające status quo kierowców napotykają jednak ich opór. Miasta nie są z gumy. Nie wyburzymy budynków, nie wylejemy ton asfaltu na rozbudowę tras wlotowych do centrów i szersze o kolejne pasy ulice, bo jak pokazuje doświadczenie, prowokuje to wzrost ruchu i po ok. pół roku sytuacja wraca „do normy”.

Priorytet musimy nadać transportowi zbiorowemu. Miasta mają tego świadomość i dlatego spokojny jestem o wydanie ponad 13 mld zł, jakie zaprogramowano w obecnej perspektywie finansowej UE na ten cel. Nie chodzi jednak tylko o prosty zakup taboru czy budowę nowych linii tramwajowych. Żeby tych wydatków nie zmarnować, silny nacisk kładziemy zatem na inteligentne systemy transportowe. I tutaj docieramy do sedna smart city. Z jednej strony bowiem kładziemy nacisk na poprawę warunków życia w mieście poprzez racjonalne zachowania komunikacyjne i działające na ich rzecz nowoczesne rozwiązania informatyczne, elektroniczne i telekomunikacyjne. Z drugiej strony, inteligentne miasto rozmawia z mieszkańcami o problemach i sposobach ich rozwiązania, starając się wciągnąć ich w proces zarządzania. Daje to nadzieję na wypracowanie kompromisu łagodzącego konflikt między kierowcami i całą resztą. Owszem, autobusy mają mieć jak najwięcej wyznaczonych dla siebie pasów na jezdniach, a tramwaje nie mogą tracić na kolejnych skrzyżowaniach cennych minut w oczekiwaniu na zielone światło, jednak wprowadzenie systemów zarządzania i sterowania ruchem na odpowiednio dużym obszarze, spełniając te założenia, poprawi równocześnie płynność ruchu indywidualnego.

Nie będę oszukiwał, korków nie zlikwidujemy, ale warunki podróży samochodem możemy poprawić. Wspomnę przy okazji, że za korki możemy nawet w 25 proc. winić naszą nieumiejętną jazdę, żeby dać jedynie przykład blokowania skrzyżowań gdy wjeżdżamy na nie, widząc że na ich opuszczenie szans nie ma. Drugie 25 proc. korków w centrach generuje bezsensowne krążenie w poszukiwaniu miejsca do zaparkowania. Tak, stawki muszą wzrosnąć, bo dzisiaj opłacalne jest porzucenie pojazdu na cały dzień w strefie płatnego parkowania, co zabija zjawisko rotacji miejsc parkingowych i doprowadza politykę parkingową do bankructwa. Z pomocą przyjdą więc aplikacje pokazujące, dzięki kamerom bądź czujnikom zatopionym w jezdni, bieżącą dostępność miejsc postojowych. Najważniejsze jednak i tak będzie oddziaływanie na mentalność Polaków. Musimy pozbawić swoje samochody świętości i używać ich tylko wtedy, gdy jest to konieczne i nie może być zastąpione taksówką czy komunikacją publiczną. Wszystkie nowoczesne rozwiązania w ramach smart city nie uchronią nas i tak od ograniczania wjazdu do stref śródmiejskich czy to przez opłaty, zakazy dla samochodów najmniej ekologicznych, czy przez jedno i drugie.