Bardzo dużo emocji i pretensji. Wydaje się, że w ocenie zainteresowanych wszyscy są winni, tylko nie my. Poszukuje się nieprawidłowości zawsze po drugiej stronie, nie bacząc na własne błędy. Bardzo ważne jest zatem poszukiwanie prawdy obiektywnej i jak najpełniejsze zbliżenie się do niej. Jedyna informacja, jaką wysyła nasze środowisko to obraz skłóconych, niekompetentnych ludzi, którym powierzono ogromne pieniądze. Fundusze te w powszechnej ocenie zostały przez nas źle wykorzystane, a prace wykonane niewłaściwie, po prostu partacko. Przejrzałem ostatnio w Internecie publikacje z ostatnich lat dotyczące dróg. Tak złej opinii cała nasza branża nie miała chyba nigdy w historii. Wcześniej drogowcy znani byli tylko z jednego, sezonowego hasła „zima znów zaskoczyła drogowców”.

Dziś przedstawienie się jako inżynier budownictwa drogowego od razu wywołuje uśmiech, niechęć i pytania typu: „dlaczego tak źle te drogi budujecie”. Uważam, że jest to największa porażka naszej branży. Wszystkie nasze kłopoty wychodząc na zewnątrz, umacniają ten nieprzychylny obraz. Trzeba w tym miejscu zastanowić się, co rozumiemy pod pojęciem BRANŻA. W mojej ocenie są to wszyscy uczestnicy procesu budowy i eksploatacji dróg, czyli począwszy od inwestora, poprzez projektantów, wykonawców, nadzór, dostawców materiałów i specjalistycznych usługodawców. Ci wszyscy uczestnicy pracują na opinię o naszej branży. Powinni mówić wspólnym językiem, w swojej działalności uwzględniać innych według zasady twórczej współpracy dla wspólnego osiągnięcia celu. Nieszczęście minionego okresu to rozbicie ocen. Wszyscy szukali winy tylko u innych. Nie wstyd przyznać się do błędu, głupotą jest w nim tkwić, a jeszcze większą jest go powtarzać.

Popatrzmy na nasze działania z ostatnich lat. Niech każdy sam dla siebie dokona oceny tylko swoich błędów bez oceny innych. Jest to bardzo trudna analiza, ale niezbędna. Narzekamy na przykład na źle wykonane dokumentacje, a ilu projektantów przyznało się do popełnionych błędów i bez dyskusji dokonało poprawek. Najczęściej przyjmuje się postawę „zrobiłem najlepszy projekt i kto ośmiela się podważyć moje kompetencje”. Często też, z prozaicznego powodu, wtóruje mu zamawiający, który najczęściej odebrał dokumentacje bez uwag i postawił się w przymusowej sytuacji obrony zaakceptowanych rozwiązań. Podobna sytuacja występuje po stronie zamawiającego, który często stoi na stanowisku „płacę, mam rację”. Oczywiście mówiąc „zamawiający” mam na myśli wszystkich inwestorów, choć z racji wielkości nakładów, najczęściej mówiąc „inwestor” mamy na myśli GDDKiA.

Patrząc jednak przez ilość kontraktów czy długość sieci drogowej inni zamawiający mają znaczny udział w rynku drogowym. Drogi krajowe stanowią 6 proc., wojewódzkie 10 proc., powiatowe 41 proc., gminne 42 proc. sieci drogowej. Jednak budowa dróg krajowych wywołuje największe emocje, choć przeciętny kierowca jeżdżąc do pracy czy w bliskiej odległości spotyka się z nimi relatywnie rzadziej. Błędy popełnione przez zamawiającego i projektanta najczęściej wychodzą już w fazie wykonawczej, w której powstają największe koszty, stąd powstaje nerwowa sytuacja, szukanie, kto powinien dopłacić, a zatem kto przyjmie na siebie odpowiedzialność za powstałą sytuację. Oczywiście poza tymi dwoma uczestnikami wielką rolę odgrywają wykonawcy. Zamawiający podpisując umowę oczekuje wykonania prac przez kompetentnego, profesjonalnego wykonawcę. Dlatego stwierdzając nierzetelne wykonanie prac czuje się oszukany i przyjmuje postawę obronną. Skoro chcą mnie oszukać, muszę zwiększyć swoją ostrożność i na wszelki wypadek na nic się nie zgadzać.

Wykonawca z kolei w sytuacji, gdy stwierdza, że błędy nie leżą po jego stronie, próbuje walczyć w obronie swojego stanowiska, co najczęściej kończy się w sądzie. Co ciekawe, najczęściej stroną, której najbardziej takie rozwiązanie odpowiada jest zamawiający, starając się uzyskać niezależne stanowisko decyzyjne, które rozgrzesza go z podejmowanych decyzji. Oczywiście, aby zachować obiektywny osąd, trzeba zwrócić uwagę na bezzasadne roszczenia, które są składane przez wszystkie strony. Świadczy to o nieprofesjonalnym zachowaniu i odbierane jest jako skłonność do pieniactwa. W tym miejscu trzeba koniecznie zwrócić uwagę na nieproporcjonalny rozkład ryzyka. Najczęściej prawie całe ryzyko finansowe spada na firmę wykonawczą. 
W skrajnych warunkach jest to walka o przetrwanie firmy. Jest to dla nas ogromne poczucie naruszenia sprawiedliwości – my tracimy pracę, zarobki. A jakie konsekwencje ponosi druga strona?

Ocena, którą przedstawiłem powyżej, pozbawiona liczb, przykładów konfliktów, pokazywania, ile jest sporów sądowych, powinna nam wszystkim uświadomić, gdzie tak naprawdę leży źródło tych wszystkich problemów. To ludzie, ich kompetencja, odwaga obrony własnych poglądów poparta wysokim profesjonalizmem, zrozumienie procesów, a przede wszystkim umiejętność obiektywnej oceny faktów, wyciągania poprawnych wniosków i umiejętność skutecznej reakcji na zdefiniowane problemy – to także umiejętność wypracowania kompromisów i umiejętność komunikowania się z pozostałymi.

Gdy spokojnie przeanalizujemy wszystkie negatywne fakty, o których ciągle słyszymy, przekonamy się, że u ich podstaw zawsze leżą przytoczone powyżej powody. Bez zmiany naszego widzenia tych spraw, zmiany w naszej mentalności żadne programy, systemy, przepisy nie wprowadzą ładu i postępu na naszym rynku. Każdy przepis można wykorzystać z nastawieniem pozytywnym lub negatywnym. Zależy to od nas i od tego, jak szybko i skutecznie chcemy osiągnąć cel.

Program budowy dróg 2014-2020

Jak wiele pracy jest przed nami doskonale wiemy. W tej chwili najbardziej ekscytujące jest oczekiwanie branży na uruchomienie nowej perspektywy inwestycji w drogach krajowych. Jak bardzo potrzeba nam tych dróg świadczą pewne wskaźniki. Polska jest w europejskiej końcówce jeśli chodzi o sieć dróg ekspresowych i autostrad. Jeżeli chodzi o gęstość sieci, tj. długość w przeliczeniu na 100 km² powierzchni, w UE wyprzedzamy tylko Estonię, Finlandię i Rumunię. Nasz wskaźnik wynosi 0,24. Na pozycji lidera jest Holandia – 6,4, czyli 25 razy więcej. Jeśli chodzi o całkowitą sieć dróg jesteśmy trochę powyżej średniej unijnej, jednakże naszym największym problemem jest brak sieci dróg ekspresowych i autostrad. Według danych GDDKiA na koniec 2011 roku 42,2 proc. dróg było w stanie niezadowalającym lub złym (3250 km). Rosnąca ilość samochodów (w latach 2000-2005 wzrost o 22 proc., 2005-2009 wzrost o 33,7 proc.), w obecnej chwili jest ich ponad 18 mln, wymusza konieczność budowy sieci tych dróg, co jest warunkiem dalszego rozwoju gospodarczego kraju. Poza aspektem gospodarczym bardzo ważnym czynnikiem jest również bezpieczeństwo ruchu drogowego, zwłaszcza zmniejszenie ilości wypadków śmiertelnych.

Jak widzimy potrzeby są duże, a jak wyglądają nasze możliwości? Na inwestycje infrastrukturalne w ramach polityki spójności w latach 2014-2020 otrzymamy wsparcie 73 mld Euro. W roku 2013, tak, by realizacja mogła ruszyć w 2014 roku, GDDKiA rozpoczęło szereg postępowań przetargowych dla siedmiu dróg ekspresowych S3, S5 (4 odcinki), S7 (5 odcinków), S8 (3 odcinki), S17, S19 (3 odcinki) i S51. Na ten cel jest przeznaczone w poszczególnych latach 2014 – 4,7 mld zł; 2015 – 11 mld zł; 2016 – 11,5 mld zł; 2017 – 4,3 mld zł; 2018 – 0,7 mld zł. Łącznie daje to 32,1 mld. zł. Oprócz tego będą ogłaszane przetargi na budowę 11 obwodnic miast, na które przeznaczone będzie 4,7 mld zł, z czego w 2014 roku 585 mln zł, a w 2015 1,87 mld zł.

Gorzej przedstawia się sytuacja z programem remontu dróg samorządowych, tzw.”schetynówek”. Zamiast oczekiwanych 2,4 tys. km zostanie wyremontowane w 2014 roku tylko około 600 km. W ramach tego programu planowano w latach 2013-2015 wyremontować 7 tys. km dróg lokalnych. Dotacja została jednak zmniejszona z planowanych 1 mld zł do 250 mln zł, jednocześnie zmieniając zasady partycypacji samorządów.